w podróży

Ten wredny PolskiBus…

Do napisania tego tekstu sprowokowała mnie pewna sytuacja, której byłam świadkiem. Często wybieram się w podróże za pośrednictwem firmy PolskiBus.

Niejednokrotnie autokar podjeżdża na stacje benzynowe przy trasie na 10-15 minut przerwy. Nic dziwnego. Dla wielu pasażerów jest to okazja na szybką kawę, zakupy i jeszcze szybsze siku. Może coś jeszcze? Nie wnikam. Wyskakują  więc z pojazdu jak poparzeni, mkną, biegną, skaczą, podskakują. Uradowani, bo w końcu z ulgą rozprostują swoje zmiażdżone nogi przez delikwenta, który obniżył oparcie przed nami do granic możliwości.Halo, halo, stop. Czy ktoś wie może za ile należy wrócić by być na czas? Ano nie. Kierowca nie pofatygował się oznajmić pasażerom, że postój może okazać się krótszy niż stanie w kolejce do toalety, kupno hot doga i puszczenie dymka do tego.  A może to wcale nie była przerwa na wycieczki krajoznawcze i łechtanie podniebienia? Dla jednej osoby podróż relacji Katowice – Warszawa w pewny niedzielny wieczór pozostanie być może mrożącym krew w żyłach dramatem. Otóż autokar odjechał bez niego pomimo poinformowania kierowcy o takim malutkim szczególiku jak ubytek jednego pasażera. Jeden w te czy we w te, cóż za różnica. Cytat: „To nie jest wycieczka z przedszkola”. Tak więc w stolicy pojawił się jeden Słoik mniej. Jego bagaż natomiast wiernie czeka na swojego pana w biurze firmy przewozowej.

Szukałam w sieci informacji o podobnych zdarzeniach. Nie trzeba było długo szperać. Kierowca tej samej firmy odjechał bez pasażerki w innym mieście, ale zabierając ze sobą jej dziecko. Szokujące? Kierowca potwór? Bo to na nim właśnie wieszane są przysłowiowe psy.

A ja pytam czy ktoś bierze pod uwagę brak podstawowej umiejętności organizowania swojego czasu, życia i dbania o swój własny tyłek przez tychże spóźnialskich? Cały autokar ma stać i czekać na jednego delikwenta, który trafił w pętlę czasu? Kierowca zły, ale już nie matka, która zostawia dziecko w środku i zapomina, że podróż tuż tuż. Osobiście byłabym wściekła gdyby moja podróż została wstrzymana lub opóźniona przez  takie przypadki. Nie dziwię się kierowcy, z którym jechałam owego niedzielnego wieczoru.

Pozostaje jednak jedno pytanie, bardzo ważne: czy warto zdobyć się czasami na ludzkie odruchy? Pasażer pozostawiony w ciemności na odludziu na pewno na to liczy ;)

Follow my blog with Bloglovin