Ostatnio dopadła mnie jakaś wielka niemoc i brak weny. Ogólnie chodzę rozbita i zmęczona. Podejrzewam, że ma na to wpływ bardzo niestabilna pogoda, tęsknota i chwilowa nieumiejętność zorganizowania się. Porobiłam pełno szkiców nowych tekstów, wiele z nich zostawiłam w fazie wczesnej prowizorki i żadnego nie potrafię skończyć. Nie chcę na siłę wstawiać testu pisanego na kolanie po to tylko żeby był. Dlatego też postanowiłam napisać co w tym blogowaniu jest najtrudniejsze. Akurat na ten temat mam w tej chwili najwięcej do powiedzenia.

Ciągle za mało czasu

Akurat nie jestem w tej komfortowej sytuacji, że siedzę i pachnę sobie w domu przez całą dobę a gosposia zapiernicza, żebym mogła na sam koniec ponarzekać na nudę. Codziennie jestem poza domem jakieś 10-12 godzin, zależy od dnia tygodnia. Z pozostałego czasu doby odejmijmy sen, obowiązki domowe, jedzenie, dbanie o higienę a czasami też jakieś spotkania z ludźmi i zakupy bo pustelnikiem nie jestem. Wiem, że wiele z Was ma bardzo podobnie, a do tego części dochodzi opieka nad własnymi dziećmi co jest mega hardkorem. Jak widać czasu na spokojne blogowanie pozostaje niewiele, a trudno usiąść i napisać tekst ze stoperem w ręku.

Pisanie tekstów jest pracochłonne

Wydawało mi się kiedyś, że machnięcie 500 – 700 słów to ot tak z pół godzinki roboty a cała reszta to fejm i lajki. Oj, ależ się rozczarowałam jak siedząc z drugą godzinę piszę i piszę  a tu końca nie widać a ledwo jeden akapit skończony. Najczęściej wypuszczam tekst bez czytania go po 15 razy. Wiadomo, że przelecę, zedytuję, ale naprawdę nie mam weny wracać do niego od początku do końca po kilkanaście razy. Całość i tak zajmuje o wiele więcej czasu niż jestem w stanie przeznaczyć, a chciałabym na odwrót. Tworzenie naprawdę wartościowych treści, które mogą bardzo pomóc innym to już naprawdę wyższa szkoła jazdy i wiele godzin czy dni pracy.

Brak weny

Zakładamy sobie jakiś harmonogram, ustalamy, że teksty będą pojawiać się w określonych dniach. Albo inaczej. Wpadliśmy na super tematy, zapisujemy tytuły, ale nie ma akurat możliwości napisania całego wpisu, więc zostawiamy szkice na później. W myślach układamy sobie mega fajne zdania, wnioski itd. Kiedy pojawia się chwila wolnego, siadamy, otwieramy wersje robocze i nagle ściana. Nie ma żadnej mocy akurat właśnie teraz żeby napisać chociaż dwa słowa. Totalna blokada.

Strach przed publikacją treści

Wiele razy zastawiałam się czy to co napisałam, stworzyłam, sfotografowałam powinnam umieścić do wglądu szerszemu gronu. Tak było w przypadku kilku moich wcześniejszych tekstów np. o parytetach. Teraz może tego tak nie przeżywam, ale wiem, że niektórzy piszą na naprawdę kontrowersyjne tematy lub posiadają bardzo niestandardowe poglądy. Może się to nie spodobać niektórym i po prostu brzydko kogoś wyśmieją, zhejtują lub wyniosą od razu na widłach.

Nieustanna promocja

Blogowi poświęca się dużo czasu i cudownym tego uzupełnieniem jest poczytność, komentarze, lajki, szery i kij wie co tam jeszcze. To tak bardzo cieszy, że ktoś inny ma podobnie jak Ty, że komuś dzisiaj poprawiło się humor, zmotywowało albo coś uświadomiło. Jesteśmy stworzeniami stadnymi i socjalizacja jest nierozerwalną częścią życia. W przypadku wirtualnego miejsca w internecie trzeba włożyć sporo wysiłku aby pokazać, że się istnieje. Ja poznałam wiele stron, które uwielbiam właśnie dzięki grupom blogerskim

Dbanie o własny wizerunek

Internet już bardzo dawno przestał był anonimowy. Myli się ten, który może robić tutaj bezkarnie wszystko co sobie wymyśli. Tym bardziej szerzenie bzdur, mowy nienawiści, oskarżanie innych, kradzieże i inne łamanie prawa, zachowania nie fair i takie, które robią innym przykrość, nie przejdą obojętnie. Pisząc bloga nawet pod pseudonimem możemy być pewni, że to co się tutaj umieszcza może się odbić szeroką czkawką. Jedyną osobą, która powinna dbać o swój wizerunek jesteś Ty sam/a. Każdy może tu zajrzeć, przyszli pracodawcy, miłość Twojego życia, policja, dlatego czasami lepiej dwa razy się zastanowić zanim coś się pochopnie opublikuje. W blogosferze pełno już było afer i aferek.

Dobre zdjęcia

Każdy kto publikuje w internecie wie, że dobre zdjęcia to połowa sukcesu. Najlepiej jak robi się je jeszcze samemu i podrasowuje w programach graficznych. Takie foty cud, miód, malinka to ogromne wyzwanie. Zwłaszcza jak brakuje sprzętu, weny i sprzyjających okoliczności, ale dla chcącego nic trudnego. Tyle, że po prostu jest o wiele trudniej.

Sprawy techniczne

Jeśli ktoś jest laikiem informatycznym to ma przerąbane. Trzeba się nauczyć wielu rzeczy z zakresu grafiki, estetyki, kodowania, obsługi internetu w jakimś tam stopniu, żeby było i przyjemnie i wygodnie zarówno dla autora jak i dla czytelników. Są blogi nietknięte  nigdy ręką osoby obcykanej w opcjach jakie dają platformy blogowe i przy każdym takim spotkaniu wypala oczy. Chcemy coś zmienić, ale nie wiemy jak. Też często załamywałam ręce bo sobie coś umyśliłam a kompletnie nie wiedziałam jak to zrobić. Teraz jest łatwiej, jest YT, grupy wsparcia, inne, mądrzejsze blogerki służące radom.


Jestem ciekawa jak to jest u Was, z jakimi trudnościami się borykacie i jak sobie radzicie. Piszcie!

A w międzyczasie zapraszam Was na inne miejsca w sieci gdzie możecie mnie spotkać:

FACEBOOK     INSTAGRAM     BLOGLOVIN     SNAPCHAT