Podróżować uwielbiam i od zawsze wiedziałam, że dużo hajsu przeleci mi przed oczami, które wydam na ruszaniu tyłka z kanapy. Dalej, bliżej, byle ciekawie. Same daty w kalendarzu sprzyjają okazji by od czasu do czasu zobaczyć i doświadczyć czegoś nowego. Sylwester wyjazdowy, czemu nie? Zawsze miałam problem z ostatnim grudnia. Albo domówki albo romantycznie we dwoje. Tym razem nieco inaczej. Padło na Wiedeń.

W stolicy Austrii byłam wcześniej już dwukrotnie za dzieciaka. Zapamiętałam, że to miasto jest niewiarygodnie ładne i z racji tego, że mój Dżemek tam jeszcze nie był, to decyzją wspólną uznaliśmy je za naszą destynację sylwestrową. Z Katowic skąd odjechaliśmy Polskim Busem jest naprawdę blisko i po kilku godzinach jazdy znaleźliśmy się na miejscu. Godzina 6 rano, egipskie ciemności i minusowa temperatura nie sprzyja zwiedzaniu, ale można przeczekać i zjeść śniadanie na dworcu głównym, który jest ogromny, przestronny, nowoczesny i czysty jak łza. No i neta mają za darmo. Gdy tylko słońce wzeszło pierwszym i najbliższym przystankiem był Belweder i jego ogrody. Jest akurat tak usytuowany, że widać z tego miejsca ładną, górską panoramkę.

20151231_085401 20151231_085736 20151231_085854Poruszanie się po Wiedniu jest niezwykle łatwe, szybkie i wygodne. Jest mniejszy powierzchniowo od Warszawy i oprócz sześciu linii metra działa tu także rozbudowana sieć kolejki miejskiej. Przemieszczanie się więc z jednej atrakcji turystycznej do drugiej to bułka z masłem. Zwłaszcza, że do wyboru jest także szeroka oferta biletów okresowych. Schematy, nazwy i kierunki są dobrze oznaczone na każdej stacji czy przystanku, więc każdy kto ma coś więcej niż sieczkę w głowie da sobie bez problemu radę. My nie spiesząc się zbytnio i chcąc poznawać jak najwięcej wybieraliśmy drogę na pieszo. Chowaliśmy się pod ziemią gdy tylko mróź nie dawał już spokoju a kolejny punkt wycieczki wydawał się odległy. Po drodze natknąć się można na wiele przepięknych kamieniczek ze zdobieniami czy kościoły, które robiły wrażenie.

Kolejnymi punktami na mapie były: kościół św. Karola Boromeusza (Karlskirche), Stadtpark z pomnikiem Johanna Straussa (byłoby tam pięknie na pewno wiosną, kiedy wszystko kwitnie) i tym oto sposobem dochodzimy do jednego z najpopularniejszych miejsc w centrum jakim jest katedra św. Szczepana. Niejako symbol miasta i ostatni spoczynek cesarzy austriackich. Wsiadamy w metro i jedziemy nad Dunaj.

20151231_092616 20151231_093446 20151231_095424 20151231_103522 20151231_103807 20151231_115357 20151231_115921 Tak bardzo wiało i mroź doskwierał, że nie zostaliśmy nad Dunajem dłużej. Z tego powodu bardzo ubolewam bo nawet nie zdążyliśmy zrobić fajnych zdjęć, a rzeka robi wrażenie. Nie dość, że jest bardzo szeroka (ja się przejęzyczyłam i powiedziałam, że gruba przez co Dżem śmieje się ze mnie do tej pory) to jeszcze odcień wody zaskakująco jasny. Szczerze, to wziąć tylko sztalugę i malować jak pięknie falowała. Mogłabym ją obserwować cały dzień i czerpać z niej ten spokój i dostojność. Przy okazji spotkaliśmy na moście gościa, który postawił sobie za cel zmierzenie go za pomocą metra krawieckiego.

Z racji tego, że pojechaliśmy w przerwie świąteczno-noworocznej to na każdym kroku spotkać można było jarmarki bożonarodzeniowe. Najfajniejsze miejsce, bo też wraz ze sceną i muzyką było pod ratuszem miejskim. W powietrzu unosił się zapach grzanego ponczu według starej, wiedeńskiej receptury (Christkindlmarkt Punsch) oraz przepysznej kiełbasy w bułce (wurst). Jednak nie dwały nam spokoju wszechobecne świnie. Świnki maskotki, świnki figurki, świnki czapki, koszulki ze świnkami czy to, że poncz także piło się z kubków świnek. Wygooglowaliśmy tyle, że dla Austriaków to symbol szczęścia i pomyślności, zwłaszcza na nowy rok.

20151231_13143520151231_132141 Okolice ratusza i dalej to już taki ciąg atrakcji turystycznych. Co rusz natkniecie się po kolei na coś ciekawego. Miniemy parlament zbudowany według greckiego stylu, pałac Hofburg gdzie co roku obdywają się sylwestrowe bale cesarskie (kaiserball). Przechodząc na plac pomiędzy dwoma muzeami, natrafimy na pomnik cesarzowej Marii Teresy i jej dzieci. Nie mogłam oprzeć się pokusie i strudel na ciepło z jabłkami i cynamonem znalazł się w moim posiadaniu. Przemarznięci i zmęczeni wracamy do hotelu zaraz przy zabytkowych zbiornikach gazu (Gasometer). Nowy rok witamy w pokoju, romantycznie, we dwójkę wznosząc toast szampanem przywiezionym z Polski w plecaku. Widok z okna mamy akurat na panoramę sporo oddalonego od nas centrum i wzgórza Kahlenberg (to tam Sobieski rozgromił Turków ponad 300 lat temu). Great :)

20151231_134214 20151231_134856 20151231_143352 20151231_200815 20151231_205000 Pierwszy dzień stycznia o poranku. Przemierzamy miasto, które zdaje się być miastem wymarłych lub z filmów katastroficznych o zombie. Nikogo na ulicach, hula wiatr, a na chodnikach ślady wczorajszej imprezy. Idziemy dzielnie by obejrzeć Hundertwasserhaus. Blok mieszkalny o bardzo unikatowej architekturze. Ot, taka perełka. Przy okazji zauważyliśmy, że Gustav Klimt jest tutaj nadzwyczaj lubiany. Możecie znaleźć cokolwiek tylko wymyślicie z motywami jego obrazów.

Kolejnym i najważniejszym punktem był znacznie oddalony od ścisłego centrum pałac Schonbrunn. Szybki dojazd metrem praktycznie pod same mury. Mimo, że zimowa pora i dzień po hucznej imprezie sylwestrowej to ludzi było tak dużo, że kolejka ciągnęła się na kilka godzin stania. Takiego obłożenia się nie spodziewaliśmy. Obawiałam się, że nie zdążymy obejrzeć ogrodów zanim nadejdzie zmrok, ale na szczęście udało się wejść na wzgórze z Gloriettą zanim zrobiło się naprawdę ciemno. Na wnętrza pałacu i spacer po ogrodzie można w lecie przeznaczyć praktycznie pół dnia, a drugą połowę na najstarsze, nadal działające zoo na świecie. Warto wieczorem wybrać się także do wesołego miasteczka w Wiener Prater.

Na sam koniec warto zakupić wiedeńskie słodycze. Firma Heindl to chyba taki odpowiednik naszego Wedla. Sklepy firmowe są w różnych punktach miasta i oferują pralinki, wafelki, a nawet żelki i lizaki. Ich słodkości są pyszne i ładnie zapakowane. Są opcje z alkoholem w środku lub bez. Tym słodkim akcentem zakończyliśmy naszą wycieczkę i gorąco polecamy stolicę Austrii nawet na weekend.

20160101_123259 20160101_123538 20160101_123424

20160101_143956 20160101_15441920160101_160713 DSC0777020160101_162038 20160101_191424 20160102_151859