Ciąża to piękny (podobno) stan trwający kilka miesięcy. Karmienie piersią tak samo. Warto więc zwrócić wtedy uwagę na to co spożywamy, jak spędzamy czas, ale także jakich kosmetyków lepiej się wystrzegać. Dla  zdrowia.

Panie spodziewające się dziecka często dbają o odpowiednią dietę bo o tym się ciągle trąbi wszem i wobec. Jednak mało kto informuje ciężarne o tym, że kosmetyki których używają na co dzień mogą być dla nich
w tym czasie szkodliwe.
Warto więc poruszyć ten temat.

Kosmetyki mogą uczulać, mogą mieć wpływ na gospodarkę hormonalną, ale także działać teratogennie, czyli bezpośrednio uszkadzając płód.

Weźmy zatem składy pod lupę i przyjrzyjmy się co takiego złego się tam znajduje.

Parabeny – to konserwanty w kosmetykach, które bardzo łatwo przenikają prze skórę do krwioobiegu
i układu limfatycznego czy mleka matki. Działają podobnie jak estrogeny zaburzając gospodarkę hormonalną (także u mężczyzn) oraz wpływają niekorzystnie na rozwój płodu.

EDTA – wspomagacz konserwantów i stabilizator. Wykazuje działanie kancerogenne (zmiany nowotworowe) i może uszkodzić płód. Nie ma pewności czy przenika do mleka matki.

Triklosan – środek zapobiegający rozwojowi mikroorganizmów. Substancja toksyczna podejrzewana
o powstawanie nowotworów. Przedostaje się do krwi i mleka matki.

Dioksan – rozpuszczalnik substancji. Niszczy błonę komórkową, uszkadza pęcherzyki płucne, przenika do krwi i mleka matki, przedostaje się bez problemu przez barierę łożyska.

Substancje zapachowe i koloryzujące – zazwyczaj producenci nie informują jakie to są substancje, a wiele z nich ma działanie wywołujące silne alergie i przedostaje się do mleka matki.

Filtry przeciwsłoneczne np. oksybenzon – potwierdzone działanie rakotwórcze. Przedostaje się do mleka matki.

Ftalany – potrafią zdezorganizować gospodarkę hormonalna, także u płodu

PEGi – często zanieczyszczane dioksanem w kosmetykach. W tym połączeniu działają drażniąco
i rakotwórczo.

SLS, SLES– detergenty, które z łatwością przedostają się do naszego organizmu kumulując się w jego rożnych miejscach. Obniżają poziom hormonów płciowych – estrogenów. Często zanieczyszczane dioksanem w kosmetykach. W tym połączeniu działają drażniąco i rakotwórczo.

Glikol propylenowy – rozpuszczalnik substancji. Uszkadza błonę komórkową, unieszkodliwia komórki krwi, zaburza pracę neuronów.

Tetracyklina – antybiotyk wydawany na receptę w kosmetykach przeciwtrądzikowych. Ma ogromne działanie uszkadzające płód.

Kwas salicylowy i kwasy AHA – częsty składnik produktów przeciwtrądzikowych jak
i stosowany solo. Wykazuje działania wpływające na powikłania w czasie ciąży.

Klika zdań na koniec. 

Otóż jest oczywiście jeszcze nieskończenie więcej substancji, które szkodzą przyszłym i obecnym mamom, ale także każdemu innemu. Wymieniłam te najbardziej popularne i powszechnie występujące w kosmetykach w komercyjnej  dystrybucji.


I to nie jest tak, że kupisz sobie płyn pod prysznic i zaraz Twoje dziecko urodzi się z groźnymi zmianami genetycznymi, a Ty sama będziesz miała raka i wyrośnie Ci z potylicy trzecia noga.

Substancje zawarte w każdym produkcie są tam obecne w takich ilościach w jakich przepisy im na to pozwalają. Jednak Ty nie używasz tylko tego żelu pod prysznic, ale i balsamu, dwóch kremów do twarzy, toniku, kremu do rąk, kosmetyków do makijażu, płynu do naczyń, pasty do zębów, perfum, szamponu, odżywki do włosów i nie wiem nawet co jeszcze. Co więcej, często substancje, które są w kosmetykach wykorzystywane są także w innych dziedzinach gospodarki np. w przemyśle spożywczym.

Każdego dnia wcierasz w swoją skórę masę chemicznych substancji zawierających niebezpieczne składniki. Zwłaszcza też tych, które się kumulują w Twoim organizmie. Skutki przyjmowania takich ilości obcych syntetycznych związków nie są do końca przebadane bo to zjawisko dosyć nowe i dopiero
w naszych czasach powszechne.


To, że dana substancja ma potwierdzone działanie rakotwórcze nie oznacza, że Ty na 100% będziesz mieć raka, ale że jest zwiększone ryzyko, że może on u Ciebie wystąpić. I mówienie, że ktoś smarował się przez całą ciąże jakimś kremem a teraz ma zdrowe dzieci to nie jest argument. Analogicznie: jadąc z dużą prędkością samochodem pod prąd jakiś odcinek drogi i  przeżyjemy, nie oznacza, że jest to bezpieczne.
Po co więc kusić los?