Jak się pewnie domyślacie jestem zwolenniczką naturalnej kosmetyki i wybieram takie produkty do pielęgnacji, które są w zgodzie z naturą. W większości przypadków wystarczają mi potwierdzenia w postaci restrykcyjnych certyfikatów na opakowaniu.

Czasami jednak kosmetyki ich nie posiadają, ze względu na długie i drogie procedury, lecz nadal patrząc na skład są godne polecenia. Są też takie kosmetyki jak oleje, tłuszcze czy masła, które mają wszechstronne zastosowanie w pielęgnacji ciała, włosów i paznokci. Reklamowany chociażby wszędzie gdzie się tylko da olej arganowy czy masło shea.

Uwielbiam tego rodzaju specyfiki. Jest tylko jedno małe ALE. Należy wybierać takie, które nie zostały chemicznie oczyszczone, zmodyfikowane, a ich naturalne właściwości utracone w wyniku niszczycielskiej pracy zakładów przemysłowych. Biznesmeni zwęszyli zysk na fali nowej mody jaką jest naturalna pielęgnacja. Wiadomo, że chcą na tym zarobić, no właśnie i się przy tym nie narobić.

Naturalne tłuszcze wykorzystywane w kosmetyce są drogie, bo ich pozyskiwanie jest drogie. Prosta sprawa. Tyle, że właśnie takie niezniszczone tłuszcze mają te drogocenne właściwości o jakie nam chodzi i za jakie warto wydać pieniądze. Reszta jest bezużytecznym bublem, na którym producenci nabijają nas w butelkę.

Olej arganowy czy masło shea pozyskuje się z nasion. Wyobraźcie sobie ilu kilogramów nasion potrzeba zmiażdżyć aby dostać czysty litr tych specyfików. Na pewno duuużo. I także dużo pracy. Co więcej kosmetyk szybko by się psuł i brzydko wyglądał. No i nie można by tego sprzedawać na masową skalę za niskie pieniądze. Producenci jednak znaleźli na to sposób.

Tradycyjnie te tłuszcze uzyskuje się ręcznie poprzez rozłupywanie nasion, lekkie prażenie ich, mielenie. W procesie przemysłowym nasiona znajdujące się w wielkich prasach poddawane są dużym ciśnieniom oraz wysokiej temperaturze. Już na samym początku tracą wiele swoich witamin i odżywczych składników. Zostają rozerwane najmniejsze komórki by móc wydostać jak najwięcej tłuszczów. Następnie działamy na nie ropopochodnym rozpuszczalnikiem, aż w końcu znowu poddajemy wysokim temperaturom.

To jeszcze nie koniec. Kolejne procesy obejmują dalsze oczyszczanie produktu takie jak odkwaszanie wodorotlenkiem sodu, wybielanie i odwadniane. Znowu stosując chemikalia i wysokie temperatury. Na końcu otrzymujemy piękny, klarowny płyn z długą datą przydatności. Tylko przydatności do czego? Wyszła z tego po prostu tłusta masa, pozbawiona wszystkiego co najlepsze. Można zatem stosować do oliwienia kół czy zawiasów bo na pewno nie jako kosmetyk czy produkt spożywczy. To właśnie jest proces rafinacji.

Wielu ludzi nie jest świadomych co kupują, więc wystarczy napisać na opakowaniu naturalny olej arganowy, w cenie za złociszy pięć butelka i ludzie chętnie kupią z myślą, że robią dla siebie coś dobrego. Patrzymy na skład a tam rzeczonego olejku mniej niż !%, reszta to np. parafina czy mieszanka innych tanich i rafinowanych olejów.

Teraz już wiesz jak to wygląda. Wybór należy do Ciebie. Ja już wybrałam. :)