Gościłam ostatnio u siebie daleką rodzinę ze Stanów zjednoczonych. To co ich zdziwiło w naszym kraju to … BRAK UŚMIECHU!

Przypomnij sobie lub jeśli masz słabą pamięć, wyjdź na ulicę i poobserwuj ludzi. Usiądź lub przystań w ruchliwym miejscu, następnie przenieś się na ławkę w parku. Stań także w długiej kolejce lub poczekaj na przystanku na autobus. Popatrz na twarze mijanych ludzi lub tych stojących obok Ciebie. I co? Prawie same smutne twarze. Ty sam zapewne takową posiadasz przechadzając się po mieście. Zastanawiam się dlaczego tak jest i jak wypadamy na tle innych nacji. Oto kilka moich rozkmin.

Polska mentalność

Jesteśmy jako naród po prostu zdystansowani do świata. Podejrzliwość wobec innych ludzi to zapewne spuścizna poprzednich dziesięcioleci w historii kraju. Uśmiechnięcie się i zagadanie o samopoczucie do nieznajomego może zaowocować podejrzeniem o a) bycie świrem, b) zamiar grabieży c) bycie psychopatycznym mordercą d) wszystkie odpowiedzi są prawidłowe.

Złe samopoczucie, zły sen, złe wszystko..

Jest takie powiedzenie „złej baletnicy przeszkadza nawet rąbek u spódnicy”. Jest mnóstwo ludzi, którzy niosą w sobie ogromne pokłady negatywnych emocji przekonani, że ich zły los to zlepek przypadkowych zdarzeń w ich życiu a nie ich decyzji. Narzekanie to nasz sport narodowy. Jak znasz takich to nogi za pas, uciekaj!

Ignorancja, głupcze!

Ludzie pędzą na oślep z zawalonymi głowami nieistotnymi rzeczami. Ciągle spięci, ciągle z wyimaginowanymi sprawami do ogarnięcia. Prą do przodu nie zauważając po drodze wielu wartościowych rzeczy. Mając w myślach wyłącznie swój świat brakuje im miejsca na innych ludzi i na dzielone z nimi wspólne doświadczenia i smakowanie chwili. Wyluzować pośladki i spuścić powietrze – tego im trzeba.

Odwiedzając inne kraje europejskie wcale nie wypadamy z tym brakiem uśmiechu na co dzień tak źle. W Berlinie czy Brukseli nie pamiętam abym widziała wesołków na ulicach. W naszej swojskiej Warszawie czy Krakowie jest więcej życia i radości. Serio. W Stanach Zjednoczonych ludzie uśmiechają się do obcych wyrażając w ten sposób brak wrogości wobec siebie. Akurat tam jeszcze nie byłam, ale wiem, że będę się z ich skróconym dystansem dobrze czuła.

Wyobraźmy sobie o ile przyjemniej stałoby się w kolejce do kasy, lekarza, na przystanku lub przebywając w dużej grupie nieznajomych ludzi uśmiechając się do siebie czy od czasu do czasu zagadując zamiast warczeć na siebie i oglądać miny a’la mam przegrane życie.

Zatem apeluję do wszystkich UŚMIECHNIJCIE SIĘ! :D