Dzisiaj poruszę temat obecności dosyć kontrowersyjnego składnika kosmetycznego w bardzo wielu produktach do pielęgnacji. Parafina / olej mineralny. To o tym mowa.

Zacznijmy od tego dlaczego parafina wzbudza tyle emocji? 

Nie będę się zagłębiać w strukturę chemiczną i tym podobne wytłumaczenia, ponieważ i tak dla mało kogo będzie to zrozumiałe. Napiszę tylko, że to jest to produkt naturalny mimo wszystko, uzyskiwany jako odpad w procesie destylacji ropy naftowej. Znaleziono dla niej zastosowanie głównie jako świeczki, ale też potrzebna jest przy wytwarzaniu leków, smarów czy konserwowaniu serów. No i oczywiście w kosmetyce.

I to właśnie hasło o przerobie ropy naftowej porusza środowisko kosmetologów, farmaceutów, a także zwykłych Kowalskich. Parafina podzieliła ich na zagorzałych zwolenników jak i tych, którzy walczą z nią jak hiszpańska inkwizycja z niewiernymi. No bo jak nałożyć sobie na twarz kojarzone coś niecoś z benzyną do auta? Wielu dreszcz przechodzi po plecach na samą myśl. Mimo to, olej mineralny w kosmetyce jest ogromnie popularny.

A to za sprawą bardzo niskich kosztów produkcji, łatwej dostępności, stabilności chemicznej (nie psuje się przez długi czas, nie wchodzi łatwo w reakcje), nie wywołuje alergii, nie ma smaku i zapachu. Pięknie wygładza i powoduje poślizg. Wystarczy zatem dołożyć losowo parę składników aktywnych w różnych kombinacjach i sprzedawać jako cuda-kremy za grubą kasę?  Czy aby na pewno? No właśnie nie do końca.

Kosmetyki (zwłaszcza te do twarzy) z parafiną to żywy śmiech koncernów kosmetycznych wprost w oczy konsumentów. Masy przecież się nie znajO, nie wiedzO, to wciśnie im się, a strumień kasy będzie płynął nieprzerwanie. Dzięki, że coraz więcej osób jednak zagłębia się w informacje na temat produktów, które zamierzają kupić. I kupują świadomie.

 

Co trzeba wiedzieć?

1. Składniki aktywne rozpuszczone w parafinie nie są już aktywne. Oznacza to, że nie działają tak jak w zamierzeniu miały działać.

2. Parafina tworzy okluzję na skórze. Oznacza to, że tworzy nieprzepuszczalną powłokę na powierzchni skóry, nie przenika jej. Nie zachodzi wymiana gazów i przemiany materii na drodze skóra – środowisko zewnętrzne. Nic nie  wychodzi i nic nie wchodzi. Zaburzone zostają przez to naturalne procesy metaboliczne.

3. Parafina paradoksalnie nie nawilża skóry. Sprawia, że parowanie cząsteczek wody przez skórę ustaje i zostaje ona w środku. Gdy tylko pozbędziemy się bariery następuje nadmierne parowanie i skóra staje się sucha. Ratujemy się kremem i koło się zamyka.

4. Okluzja sprzyja rozmnażaniu bakterii beztlenowych. Koczują sobie one w ujściach naszych gruczołów łojowych czy potowych. Mają wspaniałe warunki do harcowania gdy nie ma tlenu, czyli wtedy kiedy pokryjemy skórę nieprzepuszczalną barierą. Podziękujmy im za krotki, grudki i stany zapalne.

5. Nie jest metabolizowana przez nasz organizm. Zjedzona z ust posmarowanych błyszczykiem, szminką, balsamem na bazie parafiny, oblepia ścianki jelit. Nie pozwala przedostać się wodzie i składnikom odżywczym. Przy czym odkłada się w organizmie w różnych częściach ciał np. w wątrobie. Smacznego.

6. Bardzo trudno ją zmyć. Sama woda na nic się tu nie zda. Alkohol? Zbyt inwazyjne. Olej naturalny, a potem ostre szorowanie ciepłą wodą z mydłem. Zatem powodzenia.

 

Ja osobiście dopuszczam stosowanie parafiny w kosmetykach JEDYNIE w doraźnej terapii skóry zniszczonej i bardzo wysuszonej. Chodzi mi głównie o stopy, dłonie czy łokcie. W takich przypadkach parafina szybko sprawi za pomocą okluzji nagrodzenie cząsteczek wody. Potem lepiej przejść na odżywcze oleje czy masła naturalne.

No i ostatnia kwestia, czyli jak dowiedzieć się czy w kosmetyku, który chcemy zakupić jest ta parafina czy nie?

Na każdym opakowaniu jest lista INCI. Jest to po prostu skład produktu. Składniki ustawione są w kolejności od największej ilości do najmniejszej. Oznacza to, że to co pierwsze tego najwięcej.

Parafina i podobne produkty ropopochodne stosowane w kosmetykach oznaczone są jako:

parafina, paraffinum liquidum, olej mineralny, mineral oil, olej parafinowy, paraffin oil czy petrolatum.

 

Ja mówię NIE parafinie w kosmetykach. A Ty?