Jest lato, jest długo wyczekiwane słońce i jest fun na plaży. Korzystajmy z pogody i opalajmy swoje ciała byleby bezpiecznieKrem z filtrem to podstawa. Opowiem zatem co nieco na ten temat. Dlaczego tak w ogole należy używać filtrów przeciwsłonecznych? Dużo się o tym słyszy, ale czy do końca rozumiemy po co?

Winowajcą jest tutaj UV, czyli promieniowanie ultrafioletowe, energia pochodząca od słońca. Kiedy pięknie grillujemy się na piasku owo UV niszczy nasze komórki w skórze. Nie dość, że dostaniemy poparzeń, nabawimy się zmarszczek, przebarwień to jeszcze pracujemy na zwiększone ryzyko wystąpienia nowotworów skóry. Sama opalenizna to nic innego jak reakcja obronna skóry przed UV. Niestety, ale jest bardzo zawodna i z opóźnionym zapłonem. Dlatego weźmy oręż w dłoń stosując specjalne kosmetyki do bezpiecznego opalania.

Mamy dwa rodzaje filtrów przeciwsłonecznych:

– chemiczne, czyli wnikające w głąb skóry i pochłaniające szkodliwą energię ze słońca

– fizyczne, czyli utrzymujące się na powierzchni skóry i działające jak lustro odbijające promieniowanie

Najlepiej wybierać kosmetyki, które mają w składzie obydwa rodzaje filtrów. Praktycznie jest to w tej chwili standard by lepiej chronić naszą skórę. Najpopularniejsze z nich w składzie INCI to:

– dwutlenek tytanu (titanium dioxide)

– tlenek cynku (zinc oxide)

– silatrisol – drometrizole trisiloxane

– avobenzon – avobenzone (Butyl Methoxydibenzoylmethane)

– mexoryl (terephthalylidene dicamphor suflonic acid)

– tinosorb – różne rodzaje

– benzofenon (benzophenone)

– kwas benzoesowy (homosolate)

Na opakowaniach takich kosmetyków znajdziecie jeszcze inne oznaczenia, które niby każdy zna, ale nie wie o co cho.

SPF – współczynnik ochrony przed UVB (tym, który powoduje opaleniznę, ale też poparzenie). Oznacza on ile razy dłużej możemy przebywać posmarowani filtrem na słońcu w stosunku do nie bycia posmarowanym. Dla przykładu SPF 5 oznacza, że posmarowana skóra zaczerwieni się pięć razy wolniej niż ta nieposmarowana. U każdego jest to różnie. U Ciebie konkretnie rumień na niechronionej skórze może pojawić się po 20 minutach, a u mnie przykładowo po 10. Zmienia się to też u nas samych gdy nabieramy opalenizny i nasza skóra każdego dnia jest w stanie obronić się przed większą dawką promieniowania. Używając zatem SPF 5 doznasz oparzenia nie po 20 minutach a po x5, czyli po 100 minutach przykładowo. Oczywiście w przypadku prawidłowego nałożenia filtru słonecznego na skórę. Zazwyczaj jest to gruba biała wartstwa, która lubi się też ścierać, bo się ruszamy czy pływamy. Z tego powodu lepiej smarować się częściej.

 

Jaki SPF stosować najrozsądniej?

Zasada jest taka – im wyższy filtr tym trzeba za niego więcej zapłacić. Czy wybierając faktor 50 mamy najwyższą skuteczność, a faktor 25 to połowę z tego? No właśnie nie. SPF 2 blokuje już połowę promieniowania docierającego do skóry, SPF 15 to już 93%, a SPF 30 97% i są już praktycznie blokerami UVB. Żaden filtr nie chroni w 100% oraz filtry się nie sumują. Dziecku zafunduj 50+, a sama możesz pozwolić sobie już na SPF 25.

Wybierając kosmetyki zwracajcie uwagę czy preparat posiada ochronę także przed UVA. Jeśli taka informacja nie widnieje na opakowaniu to kosmetyk przed nim nie chroni (zrobią Ci się zmarszczki od słońca).

Oczywiście są także naturalne filtry przeciwsłoneczne w olejach czy masłach (ekstrakt z bambusa, masło shea, olej z rokitnika, jojoby, ryżowy i inne. Należy jednak zwrócić uwagę, że ich SPF waha się w granicach 2-10, więc wypadałoby się  smarować nimi bardzo często. Hitem może być jedynie olej malinowy
i marchewkowy
 gdzie SPF wzrasta aż do około 30-50.

Najlepszym zabezpieczeniem przed nadmiarem słońca jest po prostu umiar i zdrowy rozsądek.

No to teraz już wiesz jak przygotować się do błogiego, wakacyjnego wylegiwania się na słonecznej plaży. Życzę zatem udanego opalanka :)