Wiadomo nie od dziś, że przez setki lat kobiety były uciskane, ciemiężone i ograniczane przez mężczyzn. Stosunkowo niedawno zaczęły dopiero wydzierać kawałek po kawałku słodkiego tortu jakim jest władza, nad swoim życiem. Czy tylko aby nie zbyt agresywnie?

Według encyklopedii parytet oznacza równość proporcji różnych grup. W praktyce może oznaczać to na przykład tyle samo mężczyzn i tyle samo kobiet w danym ugrupowaniu, czyli nazywamy to parytetem płci. To tak gwoli wprowadzenia. Przejdźmy do sedna.

Wyobraźmy sobie taką sytuację.

Jest sobie Jaś. Ma wielkie zdolności plastyczne i maluje ładne obrazki. W przyszłości pragnie zostać malarzem-grafikiem. Pracuje sumiennie latami nad swoim warsztatem. Jego prace są wystawiane na pokaz w szkolnym korytarzu i podziwiane przez nieśmiałe dzierlatki. Nadchodzi czas wyboru studiów. Okazuje się, że na kierunek malarstwo na jego uczelni jest bardzo wielu chętnych. Jego rywalami w wyścigu po indeks uczelni są równie zdolni chłopcy i dziewczyny. Konkurencja jest zatem bardzo zacięta. Władze akademii ogłosiły, że w naborze obowiązuje parytet. Niestety, ale Jasio rozczarowany nie dostaje się na wymarzone studia tylko dlatego, że nie jest dziewczyną.

Podobnych przykładów można wymyślać tysiące. Kiedy to mężczyzna nie dostaje się na upatrzoną uczelnię, praktyki, staż czy nie przechodzi pomyślnie przez rozmowę kwalifikacyjną tylko dlatego, że nie jest kobietą. Powiedzieć możecie, że przecież mógł się lepiej uczyć, posiadać większe zdolności, doświadczenie i cotamjeszcze. Nie. Nie o to chodzi. On je miał, ale przegrał z kobietą, która mogła mieć o wiele gorsze CV od niego. I przeszła. Tylko dlatego, że jest kobietą i według parytetu jej się to należało.

Kobietom czy mężczyznom nic się z góry nie należy. Jak chcą coś osiągnąć powinni wziąć tyłek w garść i zapieprzać na swój sukces. Oboje. To co mają pomiędzy nogami i jak bardzo mają wypchaną klatę nie może mieć decydującego głosu kto będzie lepszy.

Prawdziwe feministki przetorowały kobietom drogę wiele lat temu do tego, żeby same mogły o sobie decydować, miały prawo dostępu w równym stopniu co mężczyźni do edukacji, prawa wyborczego czy innych sfer życia publicznego. I super. Korzystajmy z tego kobietki. Z jednym małym ALE. Nie siejmy terroru wśród mężczyzn tylko dlatego, że tymi kobietami jesteśmy. W końcu nastały czasy, że jesteśmy na równi i nie musimy już wojować tak zaciekle jak to robiły nasze prababki. Parytet to nie jest feminizm, to nie jest równouprawnienie. To jest dyskryminacja mężczyzn. To jest sztuczne napędzanie wrażenia, że kobiety dostają to co im się należy. Gówno prawda. Nie należy im się.

Wolałabym widzieć na liście wyborczej, liście przyjętych na studia czy do pracy samych mężczyzn aniżeli przyjmowania tam kobiet, które mają mniejsze kompetencje, ale zasiadają tam tylko dlatego, że są kobietami. Niech wygra lepszy, z bardziej kreatywnymi pomysłami, rozwiązaniami i kompetencjami człowiek. Po prostu.

Kobiety nie potrzebują parytetów, żeby pokazać na co je stać, jakie są dobre i jakimi są specjalistkami w danej dziedzinie. Jeśli tylko mają wiedzę, są inteligentne i pewne siebie same będą potrafiły przetorować sobie drogę do swojego sukcesu. I to bez bolesnego wbijania swojego obcasa w postaci jakichś tam parytetów.